Spis treści
W Holandii jedna trzecia porodów odbywa się w domu, a w Polsce zaledwie 1% – dlaczego?
To pytanie, jako położne, zadajemy sobie od lat. Czy to kwestia kompetencji personelu medycznego? Sposobu prowadzenia ciąży? A może po prostu mentalności społeczeństwa i systemu, który przez dekady szedł w zupełnie innym kierunku?
W tym artykule przyjrzymy się temu z bliska.
Jak wygląda opieka nad ciężarną w Holandii?
W holenderskim systemie ochrony zdrowia główną rolę w opiece nad ciężarną odgrywają położne. To one prowadzą ciążę i to one w razie pojawienia się czynników ryzyka kierują pacjentkę do lekarza ginekologa. Ciąża traktowana jest jako stan fizjologiczny, naturalny, a nie jako choroba wymagająca stałego nadzoru specjalisty.
W przypadku ciąży niepowikłanej miejscem porodu może być dom. Poród prowadzony jest w asyście położnej i pielęgniarki położniczej. Alternatywą jest dom narodzin. Szpital pojawia się w świadomości wtedy, gdy ciąża jest powikłana lub gdy pacjentka chce skorzystać ze znieczulenia.
Dlaczego inne kraje Europy nie idą tą samą drogą?
Nie chodzi o brak wiedzy, ani brak woli. Duży problem stanowi brak przepisów prawnych regulujących prowadzenie porodów domowych, co w niektórych krajach doprowadziło do dramatycznych sytuacji.
W Hiszpanii porody domowe były nadzorowane przez osoby niemedyczne, bez odpowiednich kompetencji, co sprzyjało powikłaniom. W Chorwacji rząd całkowicie zakazał pracy położnym poza szpitalem, przez co ciężarne zmuszone były szukać fachowej opieki u położnych pracujących po drugiej stronie granicy, w Słowenii. W wielu krajach łatwiej było zakazać porodów domowych niż zbudować system opieki oparty na fizjologii. To rozwiązanie krótkoterminowe, które nie ma nic wspólnego z realną poprawą opieki nad kobietą ciężarną i rodzącą.
Jest jednak inny przykład: Litwa, stojąc przed poważnym kryzysem demograficznym, otworzyła się na potrzeby kobiet i stworzyła rozporządzenie umożliwiające prowadzenie porodów domowych oraz wizyty położnej po porodzie w domu pacjentki. Kobiety, które rodziły w ten sposób, wspominają te porody jako jedno z piękniejszych doświadczeń w swoim życiu. Przy kolejnej ciąży nie wyobrażają sobie innego miejsca.

Większy nacisk na fizjologię oznacza większe ryzyko?
W Polsce od lat panuje duży nacisk na opiekę wysokospecjalistyczną, traktowanie ciąży jako stanu wymagającego stałej interwencji medycznej, wysoki odsetek indukcji porodu i medykalizację. Można by zakładać, że takie podejście przekłada się na lepsze wyniki.
Nic bardziej mylnego.
Holandia, gdzie fizjologia i rola położnej stoją w centrum systemu, ma jeden z najniższych odsetków umieralności okołoporodowej w całej Europie. Niższy niż Polska.
To efekt spójnego, przemyślanego systemu, który traktuje kobietę jako podmiot, a poród jako naturalne wydarzenie, a nie procedurę medyczną do przeprowadzenia
A co z Polską?
W Polsce notujemy około 1% porodów domowych. To liczba, która mówi więcej o systemie niż o kobietach. Polki coraz częściej chcą mieć realny wybór, coraz więcej z nich pyta o poród domowy, coraz więcej szuka położnej prowadzącej. Zmiana mentalności jest widoczna. System za nią nie nadąża.
I nie chodzi o to, żeby każda kobieta rodziła w domu, a o to, żeby miała wybór oparty na rzetelnej wiedzy i żeby ten wybór był legalnie i merytorycznie wspierany przez system ochrony zdrowia.
Podsumowanie
Różnica między Holandią, a Polską to nie kwestia tego, że holenderskie położne są lepsze, lepiej wykształcone, a polskie gorzej. To kwestia systemu, który albo ufa fizjologii i kompetencjom położnych, albo traktuje każdą ciążę jako potencjalne zagrożenie wymagające stałej interwencji.
Zbudowanie systemu opartego na fizjologii wymaga czasu, odwagi i woli … politycznej.
Wymaga też zmiany myślenia, zarówno wśród decydentów, jak i samych kobiet, które przez lata były uczone, że szpital jest jedynym bezpiecznym miejscem do rodzenia.
Tymczasem dane mówią same za siebie: bezpieczeństwo kobiety i dziecka nie zależy od miejsca porodu. Zależy od kompetencji osoby, która przy nim towarzyszy, od dobrego systemu kwalifikacji i od sprawnie działającej ścieżki transferu do szpitala w razie potrzeby. Holandia to udowodniła. Pytanie czy Polska kiedyś wyciągnie z tego wnioski zostawiamy na ten moment otwarte…














